Wszyscy święci balują w niebie

O tym jak pozamienialiśmy kolejność dni.

#1

Na początku musimy sobie coś ustalić. W Kościele nie istnieje Święto Zmarłych. Pierwszego listopada obchodzimy Uroczystość Wszystkich Świętych, a drugiego – Wspomnienie Wszystkich Zmarłych, potocznie nazywane Zaduszkami.

Nazwa Święto Zmarłych zakorzeniła się w społeczeństwie w czasach PRL-u, bo władzom zależało na tym, by nadać temu dniu świeckiego charakteru. Dlaczego 1 listopada odwiedzamy groby zmarłych i modlimy się dla nich o łaskę zbawienia? Powód jest prozaiczny – 1 listopada jest ustawowo dniem wolnym.

Każdy ma swój coming out, teraz czas na mój. Nie mam w zwyczaju modlić się za pośrednictwem świętych, tak po prostu, chyba wolę kontaktować się bezpośrednio z Górą. Ale mam coś na swoją obronę – uwielbiam ich życiorysy. Historie męczenników, którzy mimo nacisków nie wyparli się wiary i szczęśliwi szli na spotkanie z Panem (zerknijcie na św. Wawrzyńca!). Pamiętniki i zapiski rozmów z Jezusem, opisy tego w jak bliskiej relacji z Nim byli. Dzięki temu nie chcę się godzić na bylejakość mojej wiary.

Co zrobię w dzień Wszystkich Świętych? Odwiedzę oczywiście groby najbliższych, ale w czasie mszy zatrzymam się w momencie śpiewania „Święty, święty, święty” i pomyślę o wspólnocie wszystkich świętych i aniołów, którzy łączą się z nami w tym momencie. Pomyślę o pełni życia, która na mnie czeka. Jedno jest pewne – tam nie będzie mi już niczego brakowało.

Bóg jest święty. A święci to ci, którzy są do Niego podobni. A mi często zdarza się śpiewać, że stoję dziś i chcę być jak Ty.

 

#2

Idę cmentarną alejką wśród morza świecących zniczy. Wkraczając w tę przestrzeń, większość z nas wpada w zadumę. W mojej głowie rodzą się dwie myśli. Kiedy zatrzymuję się nad grobem bliskiej mi osoby, obok „Wieczny odpoczynek…” pojawia się też proste „Dziękuję”. Dziękczynienie za życie, za tych, którzy odeszli, za moje ponad 20 lat na tym świecie. Każda z tych relacji – jaka by nie była – zmieniła mnie. Dziękuje Bogu za miłość moich dziadków. Za kolegę, który mimo krótkiego życia i niespodziewanej śmierci udowodnił kilka prawd, które będę nosił w sobie do końca swoich dni.

Druga myśl dotyka pewnie większą część żyjących: co jeśli za rok ja będę tu leżał? Nie mam co prawda żadnych myśli samobójczych, nie martwię się też o to, że jakaś podejrzana zgraja wyskoczy nagle z cienia, gdy będę wracał ze spotkania Saruela w środowy wieczór. Ale mimo to zaczynam się zastanawiać nad tym, kto zapali znicz i odmówi modlitwę. Skupiam się więc na tym, jak wyglądają moje relacje z najbliższymi i nad wszystkimi niepozałatwianymi sprawami. Co z moimi planami, które zawsze odkładam na potem?

Kultywuję też swoją własną tradycję – zapalam znicz i stawiam go na grobie, o którym nikt już nie pamięta. Modlę się za osobę, która została zapomniana. Często nawet nie wiem kto tu spoczywa, bo czas, oprócz pamięci, zatarł też nazwisko na tabliczce.

Mimo że wszystkim wydają się smutne, ja lubię te święta. Lubię, bo w moim życiu, w którym króluje pęd, pośpiech i trwanie w kilku projektach na raz, jest to naturalny pit stop dany od Pana Boga.

#2 autorstwa Krzysztofa Golby