Smutna historia pewnej rodziny

O tym, na jaki numer wysłać Świętej Rodzinie smsa o treści POMAGAM.

Dużo można by mówić o wielkich tego świata, ale nie znam żadnej innej postaci, której urodziny świętowałoby się niezmiennie od ponad dwóch tysięcy lat. Granice państw zmieniały się wielokrotnie, niektóre już nie istnieją, często nie pamiętamy imion ich władców, nie mówiąc o dacie urodzin. Cywilizacja poszła do przodu, ktoś odkrył żarówkę, ktoś jako pierwszy poleciał w kosmos, ktoś wymyślił Facebooka (no dobra, tego gościa jeszcze wszyscy pamiętamy), ale żadnej z tych postaci nie wspominamy tak często i o żadnej nie wiemy więcej niż to, co mówiono nam w szkole. 

2016 – od tylu lat chrześcijanie chcą świętować narodzenie swojego Pana. Rośnie jednocześnie liczba osób obchodzących święto przybycia Mikołaja, ale zakładam, że my jesteśmy w tej pierwszej grupie. Czasami łapię się na tym, że patrzę na Boże Narodzenie jednowymiarowo. Zwykle, gdy w telewizji widzę ludzkie nieszczęście, z automatu zaczynam odczuwać litość. Najchętniej złapałabym za telefon i wysłała smsa o treści POMAGAM. Tylko że w przypadku świętej rodziny jest już na to za późno. Czy Bóg nie mógł nakłonić serca jakiegoś króla, żeby pozwolił Maryi urodzić w pałacu? Dziś lepsze imprezy organizuje się z okazji premiery najnowszego modelu iPhone’a. Czy to znaczy, że Bóg jest słabym organizatorem przyjęć, bo wybrał grotę w niewielkim Betlejem? Po ludzku współczuję Maryi. Nawet w najgorszych wizjach macierzyństwa, nie wyobrażam sobie spędzić dziewiątego miesiąca ciąży, podróżując 150 km na osiołku, po to, by potem urodzić dziecko w stajence, bo w żadnej gospodzie nie było dla mnie miejsca. Nie chcę przez to powiedzieć, że empatia jest niepotrzebna. To ona jest pierwszym krokiem do zrozumienia i docenienia tego, co Bóg zrobił, aby mnie zbawić. To ona pomaga mi prawdziwie się tym wzruszyć i przyjąć postawę wdzięczności. W Bożym Narodzeniu nie chodzi jednak tylko o to, że Ojciec zesłał na świat Swojego Syna. Trzeba wiedzieć, że Ten Syn obiecał powrócić i polecił nam na Siebie czekać.

Jestem we wspólnocie Kościoła od wielu lat. Staram się nie zatrzymywać w rozwoju duchowym, ale nie wiem czy poznałabym Jezusa, gdyby dzisiaj do mnie przyszedł. Co bym mu odpowiedziała, gdyby zapytał czy znajdę dla Niego miejsce w mojej gospodzie? „Przepraszam, ale zagospodarowałam już całą przestrzeń mojego życia, nie mam już dla Ciebie miejsca”. A może – co bardziej prawdopodobne – powiem Mu, że chętnie bym Go wpuściła, ale mam straszny bałagan. W końcu to Bóg, który zasługuje na coś niesamowitego. Może mógłby więc poczekać i wrócić jak już będę miała idealnie czyste serce? To dla mnie bardzo duże wyzwanie – zaprosić Jezusa do mojej życiowej groty. Kiedy spotkam się z Nim na pasterce, powiem Mu, że to wszystko co mam i pozwolę, żeby przemienił to na miejsce cudu.

On urodził się w nędzy i ubogiej rodzinie, i w tym objawiła się jego chwała. Takie okoliczności wybrał Bóg, a ja chcę Mu ufać. Jemu przecież zwykle podoba się to, co jest głupstwem w oczach świata.