Nie możemy się porozumieć

Mamy mury zamiast mostów.

Ostatnio przeczytałam coś ciekawego, o czym chciałam opowiedzieć bliskiej osobie. Mając nadzieję na kolejną wartościową rozmowę, zaczynam mówić i przeżywam szok. Nie chodzi o to, że ta osoba nie chce mnie słuchać – ona się ze mną kompletnie nie zgadza! W całej tej sytuacji najgorsze nie jest to, że ma inne zdanie, a to, że zwyczajnie się nie zrozumiałyśmy.
Znacie to uczucie?

Składniki komunikacji
Ile procent przekazu stanowią słowa? Według amerykańskiego naukowca, Alberta Mehraima, tylko 7%. Brzmienie głosu stanowi 38%, a mowa ciała aż 55%. W praktyce oznacza to, że jeżeli nie spodoba ci się sposób, w jaki ktoś moduluje głos, stawia akcenty albo gestykuluje, to nie zrozumiesz dobrze nawet jednej dziesiątej tego co mówi. Wielkie dzięki mózgu, ty zawsze wiesz co tak naprawdę się liczy.

Moje jest bardziej mojsze
Nie policzę ile razy w przypływie emocji zdarzyło mi się przestać słuchać tego, co ktoś do mnie mówił. Zaczynałam zastanawiać się nad odpowiedzią, wybierałam najlepszą strategię obrony i wymyślałam cięte riposty. W końcu muszę udowodnić, że moje jest bardziej mojsze. Jest coś takiego jak kontekst komunikacyjny. Składa się na niego wiele rzeczy: my jako osoby, nasze emocje, słowa i otoczenie. Nasza egoistyczna część najbardziej lubi skupiać się na sobie. Pomocne może się okazać odwrócenie kolejności i nastawianie się całym sobą na rozmówcę.

O tym, że słyszymy, ale nie rozumiemy
Wyobraź sobie małżeństwo, sobotnie południe. Żona mówi, że jest zmęczona. Co mógł zrozumieć mąż:
a) Myślałem, że gdzieś wyjdziemy, ale najwidoczniej chciałaby zostać w domu.
b) Widzę, że nie chce jej się gotować, pewnie chętnie gdzieś wyjdzie.
Odczytywanie stanów umysłu drugiej osoby fachowo nazywa się mind-reading i faktycznie ma coś wspólnego z czytaniem w myślach. Za każdym komunikatem idzie znacznie i intencja, często więcej niż jedna. Próbując je odczytać, opieramy się na własnym przeczuciu. Może być poprawne, ale może też być błędne, dlatego lepiej nie zakładaj, że wiesz o co chodzi.

Chcesz powiedzieć, że…?
Kod językowy, którym się posługujemy jest skomplikowanym systemem. W teorii dzięki jego znajomości odbiorca jest w stanie dekodować przekaz nadawcy. Kłopot w tym, że słowa mogą mieć dla nas różne znaczenie. Wszyscy znamy osoby, które w rozmowie muszą uzgodnić definicję każdego wypowiedzianego słowa. Po ustaleniu którejś z kolei definicji, moje wkurzenie sprawia, że mam ochotę wyjść z pokoju. Najlepszą robotę zrobi tu proste: Czy chcesz powiedzieć, że…?

Mów, ufaj, czuj
Ostatnio uświadomiłam sobie, że lepiej wychodzę na odnajdywaniu podobieństw. Nie muszę zgadzać się z każdym. Ważne, że patrzymy w jednym kierunku. Komunikacja interpersonalna wg. Johna Stewarta, autora popularnego podręcznika akademickiego „Mosty zamiast murów”, pojawia się wtedy, kiedy osoby chcą i są w stanie się spotkać. Robimy to, gdy udostępniamy część siebie i jednocześnie reagujemy na to, co udostępnia nasz partner. Aby to się stało, musimy mówić i słuchać w sposób maksymalizujący to, co osobiste.

Czy porozumienie istnieje?
Filozofowie zastanawiają się, czy pełna komunikacja między ludźmi jest w ogóle możliwa. Zakładamy, że każdy z nas postrzega świat i innych ludzi na swój indywidualny sposób. Podobnie jest z odbieraniem przekazu – osoba wypowiada komunikat A, druga osoba odbiera go i dekoduje tak, jak pozwala mu jego głowa, następnie wypowiada komunikat B, który zostaje odebrany i przetworzony w indywidualny sposób przez osobę numer jeden.
Wygląda to tak, jakbyśmy rozmawiali ze swoimi wyobrażeniami drugiej osoby, jakbyśmy nigdy nie byli w stanie nawiązać prawdziwego kontaktu i zawsze odbierali innych przez nasze personalne filtry i ograniczenia. Jakby słowa poruszały się w naszej głowie po znanych neuronowych ścieżkach i bały się wychodzić poza utarty szlak.

Problemy w porozumiewaniu się nie są jednak takie złe, jak o nich piszą. Są dowodem na to, że żadna ze stron nie przekreśla relacji. W końcu spotykamy się ze sobą, żeby zbudować most, który nas połączy. Nawet jeśli każdy z nas musi mocno zboczyć z najprostszej dla siebie trasy.