„Katol” z kulturoznawstwa

Wiesz? Wcale nie musisz rozumieć tego, w co ktoś wierzy i dlaczego myśli inaczej niż ty.

Jakże często dziś słyszymy, że świat zwariował, że wszystko nam wolno.. Wielu z nas – katolików zmaga się z łatką „katola”, tylko dlatego, że w niedzielę chodzi do kościoła i żyje w zgodzie z zasadami religijnymi. No, przynajmniej się stara. Ja sama nazywam siebie katolem, ucząc znajomych w ten sposób szacunku do mojej religii. Bez sensu? Być może, ale ja mam do tego dystans.

Studiuję kulturoznawstwo, co – dzięki Bogu! – nie pozwala mi patrzeć na świat jednokierunkowo. Poznając tajniki studenckiego życia zauważyłam, że to, czego nauczyłam się żyjąc we wspólnocie, w Kościele jest mega trudne do realizowania w tak różnorodnym środowisku jak brać studencka. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy nie są tego samego wyznania albo w ogóle nie wierzą w żadnego Boga. Nie ewangelizowałam ich na siłę, wszyscy wiedzieli, że jestem w jakimś Saruelu, że jeżdżę w jakieś święte miejsca, gram na gitarze jakieś religijne piosenki. Dowiadywali się o różnych aspektach mojego religijnego życia w trakcie spontanicznych rozmów i zwyczajnie przyjmowali to z szacunkiem. Podobnie ja, nigdy nie komentowałam ich antykatolickich poglądów żadnymi dewockimi uwagami. Taka życiowa postawa w środowisku kulturoznawców jest nazywana relatywizmem kulturowym. W skrócie: nie musisz rozumieć tego, w co ktoś wierzy, dlaczego uważa inaczej. Wystarczy, że poznasz powód, dla którego tak myśli. Wzajemny szacunek i tolerancja. Tego przede wszystkim uczy kulturoznawstwo.

Być może zastanawiasz się, jak to wpłynęło na moją wiarę? Przyznam szczerze, że nie było to przełomowe i znaczące. Chyba zawsze miałam podobne podejście. Studia dały mi wiedzę teoretyczną na ten temat, czasami wywołując trudne pytania o charakterze egzystencjalnym. Nie jestem wzorową Katoliczką, popełniam całą masę błędów. Moja relacja z Panem Bogiem nie zawsze jest w idealnym stanie. Choć spotkałam się z oczekiwaniami, że będąc w Saruelu powinnam być prawie że święta! A ja nie! Wręcz przeciwnie! Jestem.. sobą i staram się swoim życiem pokazywać, że słowo „katol” może mieć pozytywny wydźwięk. Właśnie tak spełniam swoją Chrześcijańską misję o ewangelizacji. Bardzo delikatnie i nie na siłę.