Brzydka prawda – nieprawda

Chodzi jednak o trochę więcej, niż śmianie się z jego kiepskich dowcipów

Najpierw szybko streszczę fabułę jednego z bardzo ciekawych filmów (i o dziwo, pozwalających na wysnucie wniosków innych niż „tak, trzeba to zrobić na pierwszej randce”). Jest ona – kobieta, pracująca jako producent programu telewizyjnego, jest on – mężczyzna, który w swoim show ukazuje tytułową „brzydką prawdę” na temat podejścia płci męskiej do związków. W skrócie – facetom zależy tylko na jednym. Ona ma za to romantyczną wizję rycerza na białym koniu. Okazuje się, że będą ze sobą współpracować. Nie tylko w telewizyjnym programie – on decyduje się pomóc jej pokazać się z jak najlepszej strony nowo poznanemu weterynarzowi.

I co dalej? Dalej jest dość banalnie – wszystko idzie świetnie, dzięki jego seksistowskim radom na temat doboru bielizny i obowiązkowego śmiechu za każdym razem, gdy wybranek powie pełne zdanie. Wszystko pięknie, złapany.

Okazuje się jednak, że doradca zaczyna czuć coś więcej do swojej pilnej uczennicy. Mimo, że ta wcale nie odpowiada obrazowi idealnej kobiety, która nie kontroluje, nie krytykuje i nie sprzeciwia się swojemu mężczyźnie. Mało tego – on jest świadkiem najbardziej „żenujących”, typowo kobiecych zachowań, niepojętych dla przeciętnego samca alfa, takich jak piszczenie na widok bukietu kwiatów, czy tańczenie z radości po udanej randce.

Wnioski? Nie tylko z filmu, ale też z życia – te wszystkie pozy, o których piszą kąciki porad w co drugim (daj Boże, by nie w każdym) czasopiśmie dla kobiet, zupełnie nie zdają egzaminu. Okej, czasem może zdają. Ale zadaj sobie pytanie, za co ten mężczyzna cię lubi, podziwia? Bo jeśli za podłechtanie jego ego chichotem z kiepskiego żartu, to przykro mi, ale to nie wypali. W pewnym momencie nie będzie ci do śmiechu. Ot tak.

Teraz bardziej do Pań – wierzę, że kobiecość to coś więcej, niż wysokie szpilki i obcisła mini (w żadnym wypadku nie mam nic do szpilek – dla mnie bomba). Chodzi o to, że jeśli lubisz coś innego, jeśli lepiej czujesz się w trampkach, to je po prostu załóż, masz do tego święte prawo. Najświętsze.

Moja zasada numer 1: w relacji musisz być sobą. Mimo wszystko. Czasem nawet najgorszą wersją siebie, gdy piętnasty raz narzekasz na pogodę.

Kobieta ma w sobie coś, co facetów pociąga. I niekoniecznie są to długie nogi. Coś w jej charakterze, tajemniczości i uśmiechu. Coś, z czym ona czuje się dobrze. Coś, co sprawia, że taka, jaka jest – jest fajna. Jedyna w swoim rodzaju.

Pytanie, czy jest tego świadoma? Bo wierzcie lub nie – to wszystko zmienia.