98 lat Wolności

To nie jest dzień jak każdy inny.

Święto Niepodległości – warto by uczcić ten dzień, jakkolwiek. Chcemy Wam tu pisać o rzeczach ważnych, a dziś jest przecież czymś ważnym.

SARUEL – a przynajmniej jego warszawska część – był obecny na Marszu Niepodległości. Ja wiem, słyszałam, że różne rzeczy się tam dzieją. Każda religia/filozofia/postawa ma swoich radykalnych, ortodoksyjnych wyznawców, patriotyzm również. Rozsądny człowiek wie jednak, że uczestnicy Marszu to głównie zwyczajni ludzie, którzy chcą poczuć, a jednocześnie stworzyć wspólnotę narodową. To nie jest dzień jak każdy inny, warto więc spędzać go nieco inaczej.

Dziś uprawiałam (?) więc modne ostatnio slow life, połączone z celebrowaniem mojej osobistej więzi z państwem. Przeżyłam kolejny spokojny, nie byle jaki dzień, ciesząc się tym, że mogę go spędzić w Polsce, że właśnie w tym kraju się urodziłam, dorosłam, dojrzałam. Cieszę się najmocniej, że to tu zdobywam doświadczenia. I chyba nigdy nie zrozumiem tych, którzy z wytęsknieniem patrzą na Zachód, kręcąc nosem na to, co zastało ich tu, w centrum Europy. A zastało całe mnóstwo.

Owszem – mnóstwo konfliktów, rozczarowań, niezrozumiałych sytuacji, ułomnego systemu, ludzkiej zawiści. Ale też całe mnóstwo piękna i dobra, kultury, tradycji, historii, honoru! No i polski język, co za piękny język!

Czuję w sobie ogromne przywiązanie do Polski. Ba! Ja nawet do moich rodzinnych Mazur jestem przywiązana i tęsknię, będąc na co dzień w Warszawie. Mimo że zdarza mi się myśleć o wyjeździe, spróbowaniu życia gdzieś indziej. Może nawet spodobałoby mi się – cieplejszy klimat, piękniejsze krajobrazy, ludzie jakby weselsi. Nic nie zmieni tego, że to tu mam swoją Ojczyznę. I czuję dreszcz za każdym razem, gdy dobitnie to sobie uświadomię.

Msza za Ojczyznę zaliczona? 😉